Sandałki? Tenisówki? Balerinki? Espadryle? Nie. Moje ulubione obuwie ostatnimi czasy to ciężkie, skórzane buty (Sarenza). "Nie jest Ci aby zbyt gorąco?", "Jest, a co?" - i na tym urywa się egzystencjalno-eschatologiczne dumanie nad sensem noszenia takich butów latem, albo po prostu zagajanie rozmów, ot, zamiast narzekania, że za ciepło, bądź za zimno. Wizja jest, pasują i koniec. Na głowie mam panterowego 5-panela, na którego chorowałam ze 2 miesiące, ale ani nie chciało mi się czekać na przesyłkę, która kilka przecznic szłaby zapewne tyle co paczka z chociażby Niemiec, a sklepu stacjonarnego nie było okazji odwiedzić, więc czapka została wręczona mi do rąk własnych w ramach prezentu. Połączyłam ją ze znoszonym t-shirtem, który wygląda jakby już niejedna osoba wrzuciła go do kontenera Czerwonego Krzyża. Zdjęcia wykonaliśmy już jakiś czas temu na warszawskiej Pradze, przed Snem Pszczoły, gdzie fantastyczny, leniwy klimat starych kamienic, lekko nawiązujący do tego krakowskiego, skutecznie obrzydziła nam grasująca szajka dziesięcioletnich, pyskatych bandziorów czyhających na naszą miejscówkę. Szczęśliwie uszliśmy z życiem my i nasz sprzęt. Ale i tak na Pragę będę wracać niejednokrotnie.










